25 marca 2021
EXCLUSIVE 25 marca 2021

Miał śpiewać w operze, śpiewa na YouTube – wywiad z Cezarym Nowakiem (CeZik)

Czyli o tym, jak samouk z pomysłem podbił polskiego YouTube’a – dla Video Brothers Music z Cezarym Nowakiem rozmawia Robert Malinowski (dziennikarz Radia Kampus).

Co współczesny CeZiK powiedziałby temu CeZikowi, który był znużony swoimi studiami i postanowił wejść w świat YouTube?

Powiedziałbym, że to dobry pomysł. Zaleciłbym mu lepsze dokształcenie się w kwestiach technicznych, takich jak montowanie obrazu czy miksowanie dźwięku. Poza tym, chyba nie miałbym jakichś wielkich porad. To wszystko było spontaniczne i w tej spontaniczności tkwił urok.

 

Popularność zdobyłeś dzięki śpiewaniu od tyłu i trafiłeś do programu Szymona Majewskiego. Jak na to patrzysz już z perspektywy czasu?

Z sentymentem. To bo bardzo fajne doświadczenie, które jednak dało mi sygnał, że nie do końca nadaję się do tego telewizyjnego świata. Lepiej się odnajduję w internecie i na tym się skupiłem, a nie szukaniem wielkiego rozwoju w telewizji. Żeby do tego dojść, trzeba spróbować różnych rzeczy, które nam mówią, w czym się czujemy najlepiej. Doświadczenie wspominam pozytywnie i gdybym mógł cofnąć czas, to nie chciałbym z niego zrezygnować.

 

 

Jak to się stało, że wszedłeś w świat muzyki? Ona była od zawsze w twoim życiu?

Do szkoły muzycznej chodziłem, ale to był bardzo krótki czas. To był wokal klasyczny. Kształciłem się na śpiewaka operowego. Nie odnalazłem się w tym w żadnym stopniu i edukację przerwałem. Jeśli chodzi o edukację muzyczną, poza szkołami publicznymi, to uczyłem się prywatnie grać na gitarze i w zasadzie to tyle. Jestem samoukiem i to, co umiem, nabyłem razem z doświadczeniem. Pewne rzeczy mam wrodzone, na przykład takie jak słuch muzyczny. Oczywiście słuch można trenować z lepszymi lub gorszymi efektami, ale to akurat zostało mi dane.

 

Co dokładnie masz na myśli, mówiąc, że jesteś samoukiem?

W zasadzie ja jestem samoukiem, który stroni od teorii. Nie jestem specjalnie skłonny do poznawania skal, gam, tego typu rzeczy. Ciągnie mnie od razu do praktykowania. Jak słyszę coś i na moje ucho ma to sens, uznaję że jest okej. Mam świadomość, że pewnie wielu muzyków-teoretyków czy profesjonalistów mogłoby się złapać czasami za głowę. Na przykład słysząc połączenia harmoniczne czy pewne rozwiązania akordów, które stosuję. Uznaję, że to jest muzyka rozrywkowa, więc nie ma co się specjalnie przejmować takimi rzeczami. Ostatecznie słuchacz po prostu słucha i jak dobrze to brzmi i nie razi go w ucho, to efekt jest osiągnięty.

 

Przed chwilą powiedziałeś, że telewizja nie była miejscem dla ciebie. Dlaczego to internet jest bliższy twojemu sercu?

W internecie mam nieograniczoną ilość czasu na dopracowanie wszystkich rzeczy i to daje duży komfort pracy. W telewizji trzeba się streszczać, bo czas antenowy kosztuje i nie ma miejsca na jakieś poprawki czy pomyłki. To jest dla mnie duży dyskomfort. Lubię mieć pełną kontrolę nad tym, co robię. Lubię mieć możliwość poprawiania rzeczy, które są nie tak w moim odczuciu. To ma oczywiście też złe strony, bo można się czasami w tych poprawkach utopić i poprawiać coś w nieskończoność. To już nie ma dla słuchacza wielkiego znaczenia, czy ja poprawię jakiś element czy nie, a ja potrafię na tym spędzić miesiąc, żeby dojść do perfekcji w moim odczuciu. Sumując plusy i minusy, doszedłem do wniosku, że to praca w zaciszu domowym, a nie w świetle reflektorów, jest dla mnie dużo bardziej komfortowa.

 

 

Bycie samemu sobie szefem też jest istotne?

Tak. Jak nie mam nad sobą jakiegoś producenta, który śledzi mój każdy krok i mówi mi co mogę, a czego nie mogę. To też daje duży komfort pracy. To ja ostatecznie decyduję, co ma jakiś wygląd, co jak brzmi. Później ja jestem odpowiedzialny za ten efekt i mogę mieć tylko do siebie pretensje, jak coś się przyjmie albo nie.

 

Podobno na tym rozrywkowym etapie kariery oglądałeś więcej memów niż słuchałeś muzyki.

Szczególnie jak tworzyłem KlejNuty, musiałem być na bieżąco z różnymi nowinkami ze świata celebrytów. Co do muzyki, to nigdy nie słuchałem jej bardzo dużo. Im byłem starszy, tym mniej nowej muzyki poznawałem, a wracałem tylko do tej, którą już znam. Wynikało to z tego, że lękałem się, i lękam dalej, że rzeczy, które usłyszę, zagnieżdżą mi się w głowie i je nieświadomie powielę w swojej muzyce. Ten lęk chyba sprawia, że niespecjalnie się garnę do poznawania muzyki. Liczę na to, że jak coś wymyślę, to będzie większe prawdopodobieństwo, że to nie będzie nieświadoma inspiracja czymś innym. Z drugiej strony, jak już kończę pracę nad swoimi rzeczami, to lubię mieć ciszę. Jak już słucham radia, czy jeśli czegoś w ogóle słucham, to są to podcasty, gdzie ludzie mówią, a muzyki jest jak najmniej.

 

 

Masz strach przed tym, że ktoś zarzuci ci kopiowanie?

Tak, szczególnie teraz, jak co raz częściej słyszy się o tym, że ktoś tam kogoś pozwał za plagiat. Te sprawy są wygrywane. Ja potem słucham sobie tych utworów, które są rzekomo do siebie podobne i się zastanawiam, jak to jest możliwe, że ktoś się procesuje o takie rzeczy. Może jest to jakaś inspiracja, ale dalekie jest to od kopiowania. Jakbym był super popularnym artystą światowego formatu, to by ktoś pewnie chętnie szukał u mnie takich elementów. Co innego, gdy się coveruje. Wtedy wiadomo, kto jest artystą oryginalnym. Gorzej jest, jak się robi coś własnego, a potem się okazuję, że ta melodia to już gdzieś była. Może to irracjonalne lęki, ale gdzieś pączkują w mojej głowie.

 

Ostatni film na kanale KlejNuty pochodzi z grudnia 2014 roku. Ten projekt już jest definitywnie zakończony?

Wydaję mi się, że tak. Projekt, na którym teraz się skupiłem, daje mi duże pole manewru. KlejNuty miały ten minus, że tam musiałem pożytkować się w dużej mierze materiałami, które nie należały do mnie. Chociaż kompozycje muzyczne były oryginalne, to zawierały dźwięki czy słowa wypowiedziane przez kogoś innego i całą serię cudzych obrazów. Było to naznaczone odtwórstwem. Ciągnęło mnie do czegoś, co jest w pełni moje i oryginalne. Stąd też pomysł na kanał z muzyką oryginalną, skierowaną do dzieci. Efekt na tyle mnie zadowala, że nie mam potrzeby wracać do rzeczy naznaczonych problemami, które wymieniłem.

 

Ile mniej więcej pracowałeś nad jednym takim filmem, robiąc coś na KlejNuty?

Nie jest to szybka piłka na pewno. Od pomysłu do wykonania tego klipu czasami mijało kilka miesięcy. Trzeba było przejrzeć tonę materiału, żeby poszukać tekstów, które będą się rymować. Trzeba było to wszystko pospisywać i wybrać te, które rytmicznie się składają. Dopiero później można było przysiąść do komponowania muzyki pod ten tekst, a do tego jeszcze teledysk. Cała masa rzeczy do zrobienia. Robiłem wszystko sam, więc wiadomo, że to jeszcze bardziej wydłuża proces twórczy. Kilka miesięcy średnio spędzałem nad stworzeniem takiego teledysku. Były takie, które powstawały szybciej, więc nie było to regułą, ale trzeba było poświecić na to średnio 2-3 miesiące.

 

 

W tamtym czasie robiłeś coś poza tym?

Byłem skupiony głównie na tym. Oczywiście grałem jeszcze koncerty, więc wychodziłem poza studio. Jednak koncerty to też były materiały powiązane z KlejNutami, więc w zasadzie wszystko kręciło się wokół tego. Jeśli nie miałem zlecenia zewnętrznego na jakiś utwór, co się zdarzało i dalej zdarza, to byłem skupiony tylko na tym.

 

Kojarzenie ciebie tylko ze „śmieszkowaniem” zaczęło męczyć? To temat, który przewijał się przy okazji promocji twojego albumu „Ambiwalnięty”.

Album miał być odskocznią od tego śmieszkowania. Taki był jego zamysł. Tak jak wspomniałem, miałem potrzebę tworzenia oryginalnej muzyki, więc to też miał być wyraz tej potrzeby. Tę potrzebę akurat spełniłem, bo zrobiłem coś dużo bardziej na poważnie i coś w pełni swojego.

 

 

Rozrywka to również temat całkowicie zamknięty?

Nie, to, co teraz robię, również jest rozrywką. Skierowane jest po prostu do zupełnie innej publiczności. Te rzeczy, które robiłem na KlejNutach, były często trochę po bandzie. Tutaj, z uwagi na publikę, jest to rozrywka, ale na zupełnie innym poziomie. Ja czuję, że spełniam się nadal w tej dziedzinie rozrywkowej, zarówno tworząc teledyski, jak i grając koncerty. Jest to po prostu inny rodzaj rozrywki.

 

Dlaczego pod filmami NutkoSfery masz wyłączone komentarze i skąd się tam bierze sporo łapek w dół? To efekt zacierania się przeszłości z teraźniejszością i ktoś chce Cezika jak z KlejNut, a ma treści dla dzieci?

Nie ma to absolutnie żadnego związku, chyba że pojedyncze przypadki. Generalnie to jest tak, że jak się spojrzy na teledyski dla dzieci, to jest to standard, że łapki w dół są zrównoważone z łapkami do góry. Wynika to z tego, że dzieci często dostają telefon do ręki i po prostu klikają, gdzie popadnie. Klikają często łapki w dół, potem łapki w górę i to gdzieś tam pośrodku wypada. Jeśli chodzi o komentarze, były aktywne do czasu, aż weszła ustawa COPPA na YouTube i ona wprowadziła pewne ograniczenia automatycznie na wszystkich treściach przeznaczonych dla dzieci, w tym właśnie wyłączono możliwość komentowania klipów. Ma to związek z rzekomą prywatnością, którą trzeba chronić wśród dzieci do lat 13.

 

 

Ten projekt to teraz twój priorytet?

Tak, obserwuję reakcje i wyniki – jestem bardzo zadowolony. Jeśli chodzi o wyświetlenia, to one już praktycznie pobiły sumaryczną liczbę wyświetleń tego, co robiłem wcześniej – łącznie prawie 160 milionów wyświetleń na kanale Nutkosfery, z czego teledysk pt. „W układzie słonecznym” zebrał 71 milionów. Dla mnie to jest sygnał, że ludzie chcą to oglądać, chcą to śledzić i podoba im się to.

 

Memy po prostu zmęczyły?

Był taki moment. Mając świadomość, ile pracy kosztuje zrobienie takiego teledysku, który jest oparty na takim memie. Do tego dochodziło ryzyko tego, że ktoś się upomni, że nie życzy sobie wykorzystywania jego materiału w taki sposób. Przez taką sytuację kilkumiesięczna praca mogła pójść na marne. Te wszystkie rzeczy sprawiły, że to stało się trochę męczące i obarczone zbyt dużym ryzykiem, aby brnąć w to dalej.

 

Jak patrzysz na współczesny internet, to jest tam dużo inspiracji, żeby stworzyć materiały w starym stylu?

Inspiracji jest bardzo dużo. Świat jest kolorowy, nasz kraj jest kolorowy. Dzieją się kolorowe rzeczy, które są bardzo inspirujące i nadawałyby się na kolejne materiały. Natomiast ja też bym musiał czuć, że to nie jest powtarzalne. Starałem się zawsze, aby te klipy miały jakiś początek, rozwinięcie, puentę. Nie chciałem, żeby były byle jaką piosenką, posklejaną z randomowych słów. Na pewno jestem przekonany, że są takie materiały, ale wymagają dużej ilości czasu do wyszukiwania perełek. Na to już ani nie miałem siły, ani ochoty.

 

Jak coś robić to zawsze na 110 procent?

Z takiego wychodzę założenia.  Na daną chwilę staram się robić rzeczy, wykorzystując maksymalnie swoje umiejętności. Nie wyobrażam sobie, że mógłbym odpuścić. To jest też męczące, bo może kiedyś trzeba odpuścić i uznać, że coś już jest wykonane w  100 procentach.

 

Swoje dziedzictwo, jeśli chodzi o rozrywkę, zostawiłeś spore. Żart o Polaku w brytyjskim Mam Talent dalej nabiera.

To dalej mnie zaskakuje, że to działa. Póki YouTube będzie, to pewnie dalej będzie działało na kolejne pokolenia. Choć w dobie deep fake’ów wydaję mi się, że za jakiś czas to może być już passé. Ludzie powiedzą: „To już nie ma się czym ekscytować, to deep fake na pewno.” Zrobienie deep fake’a będzie niedługo już zupełnie proste. Na pewno prostsze niż podkładanie słów pod ruch ust. Podejrzewam, że to w pewnym momencie nie będzie zaskakiwać i ludzie już się przestaną nabierać.

 

 

Na kanał CeZik powróciłeś spektakularnie przy okazji Hot 16 Challenge 2, które zebrało ponad 2 miliony odsłon (jedna z najpopularniejszych „szesnastek” w kraju). Czy był to jednorazowy powrót?

Na ten moment tak, chociaż jakbym miał wrócić na dłużej, to prędzej bym to robił na tym swoim kanale. Tam prezentuję samego siebie i mogę łatwiej swoją własną twórczość przemycać. Mogę sam siebie nagrać i to wyklucza sporo problemów. Na tę chwilę nie myślę jednak o żadnym powrocie. Ani nie mam pomysłu, ani nie mam potrzeby. Przy okazji Hot 16 Challenge padła nominacja i głupio by było nie odpowiedzieć.

 

 

Tym bardziej, że ambasador Fundacji Rozwoju Kardiochirurgii im. Profesora Zbigniewa Religii jest zobowiązany wspierać medyków.

Oczywiście, że tak. To już druga rzecz. Ta rzecz dla fundacji pojawiła się później niż Hot 16 Challenge, ale te rzeczy faktycznie są ze sobą powiązane.

 

Jak to się stało, że zostałeś ambasadorem?

Ewa Stępniewicz zaproponowała moją osobę fundacji. A że jesteśmy praktycznie za miedzą, bo Zabrze-Gliwice, więc była okazja się spotkać. Pomyślałem, że jeśli mogę jakkolwiek wesprzeć fundację teledyskiem czy innym pomysłem, to spróbuję. Jeśli fundacja dzięki temu dostanie pomoc w postaci rozliczeń rocznych przy picie, to czemu nie? Pokminiłem trochę i wymyśliłem taką krótką formę ze swoimi dziećmi. I to jest chyba najbardziej zbliżone do tego, co robiłem kiedyś, ale teledysk wylądował na kanale dziecięcym, a nie oryginalnym.

 

Przy projekcie NutkoSfera to twoje dzieci miały decydujący głos, że zdecydowałeś się na taką formę twórczości?

Głosu to one wtedy nie miały, ale w przenośni jak najbardziej. Kiedy człowiek się „dorabia dzieci”, to sam zaczyna przeczesywać internet, sprawdzając, co tam na nie czeka. Ja, kiedy to robiłem, zastanawiałem się, co mógłbym dodać tam od siebie, co moim zdaniem będzie nową jakością i czymś, co rodzice mogą bez bólu posłuchać razem z dziećmi. Taki był zamysł i tym się kierowałem, tworząc ten kanał.

 

Jak twoje dzieci będą dorastać, to NutkoSfera będzie się zmieniać wraz z nimi?

Myślałem o tym ostatnio. Czy jak moje dzieci będą dorastać i wejdą w wiek nastoletni, to czy czasem nie zacznę słuchać tego, co one? Na przykład zatopię się w młodym polskim hip-hopie. Nie mam pojęcia. Nie wiem, w którą stronę pójdzie ich poczucie estetyki i gust. Nie wykluczam, że odnajdę coś tam dla siebie.

 

Dzieci zdają już sobie sprawę z tego, że ich tata zapisał się w historii polskiego internetu?

Nie, nie sądzę. Zdają już sobie sprawę, że mam teledyski i dla dzieci, i dla dorosłych. Niektóre widziały, te które mogły. Natomiast są w takim wieku, że pojęcie wyświetleń, subskrypcji, wywiadów, czy popularności jest jeszcze trochę nie do ogarnięcia.

 

Myślisz, że jak już będą w tym wieku, że będą przeglądać memy, to będziecie mieli poważną rozmowę o tym temacie?

Nie wiem, co będzie wtedy na topie. Na pewno będę na bieżąco. Lubię wiedzieć, czym się interesują moje dzieci. Jak wsiąkną w internet i w kulturę, która będzie wtedy na topie wśród ich rówieśników, to ja też będę na to spoglądał i uczył się tego czym się interesują. Jedyne czego się boję, że nie będę zupełnie rozumiał, o co w tym chodzi, ale postaram się.

 

Wiem, że jesteś fanem amerykańskiego stand-up’u. Polscy komicy mają aspiracje, żeby śladem tych amerykańskich tworzyć własne programy typu talk show. Gdybyś dostał propozycję, żeby robić w takim programie aranżacje muzyczne, to byś to rozważył?

Oczywiście. Ja zawsze jestem otwarty na nowe propozycje. Szczególnie lubię, jak ktoś chce ode mnie muzykę. Jeśli nie mam sytuacji, że będę musiał pokazać swoją twarz i przed kamerą występować, to nie mam żadnych rozterek. Bardzo chętnie wchodzę w takie projekty. Czy ktoś wpadnie na to, żeby mnie w to zaangażować? Wątpię. Jak tak się stanie, to będę szczęśliwy.

 

Tego zatem ci życzę! Dzięki za poświęcony czas i rozmowę.

Dziękuję również.

 

CEZARY NOWAK
(ur. 15.08.1985 w Gliwicach)

Wokalista, multiinstrumentalista, aranżer, kompozytor oraz automatyk.

Zawód wyuczony / wykształcenie

Absolwent Wydziału Automatyki, Elektroniki i Informatyki na Politechnice Śląskiej.

Ulubione zespoły

Jeff Buckley, Nine Days, Jamie Cullum.

Ulubione filmy

Bezdroża, Historia przemocy, Truman Show.

Hobby Hobby (poza muzyką)

Futsal.

Zobacz inne
Scroll Przewiń w dół

COOKIES - na naszej stronie używamy technologii takich jak pliki cookie służące do przetwarzania danych osobowych w celu analizowania ruchu, spersonalizowania wyświetlanych reklam oraz treści. Ponieważ cenimy Twoją prywatność, prosimy Cię o pozwolenie na korzystanie z powyższych technologii. W każdej chwili możesz dobrowolnie wycofać swoją zgodę wchodząc w ustawienia przeglądarki lub opuszczając stronę.

Rozumiem