29 stycznia 2026
Najlepsze rzeczy są poza trendami – wywiad z Rafałem Masnym.
„Nie każdy musi być gwiazdą. Internet daje różne drogi sukcesu i pozwala działać na własnych zasadach.” – dla Video Brothers Music z Rafałem Masnym rozmawia Maciej Uba.
YouTube niedawno świętował 20-lecie. Za tobą również spory staż jako twórca. Co się najbardziej zmieniło?
Na pewno pozytywną zmianą są wyższe zarobki oraz rozwój rynku. Dziś bycie YouTuberem jest już uznawane za pracę, choć nadal nie wszyscy darzą tę profesję szacunkiem. To naturalne w przypadku nowych zawodów, które bywają niezrozumiałe. Liczba influencerów wciąż rośnie, ale zrozumienie ich roli w systemie medialnym czy społeczeństwie nadal jest na niskim poziomie.
Dziś nie jesteśmy już tak egzotyczni, jak 13 lat temu. Większość ludzi zrozumiała, że YouTube to potencjalny biznes, choć wciąż musimy pracować, by poprawić wizerunek. Nastąpiła komercjalizacja rynku. Jest on bardziej ustrukturyzowany, twórców jest więcej, co sprawia, że trudniej się wybić. Teraz trzeba publikować znacznie więcej niż kiedyś. To pierwsze rzeczy, które przychodzą mi na myśl.

Gdyby Abstrachuje startowało dzisiaj, mielibyście jakiekolwiek szanse przebicia z tym samym humorem?
Trudno powiedzieć, bo każda treść jest efektem swojego czasu. Gdybyśmy zaczynali teraz, odcinki byłyby pewnie dłuższe, ale jednocześnie publikowalibyśmy pojedyncze scenki jako rolki czy shorts. Formy do 10 minut nie rozchodzą się już tak dobrze. Nie jestem pewien, bo to pytanie zakłada, że zaczynamy z tą samą treścią w innym czasie.
Nie jestem fanem gdybania. My nie zaczynaliśmy przygody na YouTube z satyrą, bo była modna, tylko dlatego, że nam się to podobało. Uważam, że złym podejściem jest zastanawianie się nad tym, co jest popularne lub co łatwo się przebije. Trzeba robić to, co się chce i próbować nowych rzeczy. Nie da się stworzyć czegoś nowego, jeśli tylko kalkulujesz, co najbardziej się opłaca. Myślę, że największa różnica dzisiaj polega na mniejszej spontaniczności. Teraz więcej ludzi planuje, zamiast po prostu działać. Ja zawsze byłem za tym, żeby nie zastanawiać się, czy to, co robimy, jest dobre dla algorytmu. Jeśli wszyscy robią A, warto pomyśleć nie o B, ale o G lub F – żeby było coś ciekawego, oryginalnego. Robienie tego, co robią wszyscy, daje pewien poziom, ale satysfakcja i unikatowość, w moim odczuciu – są ważniejsze. W końcu ile może być Ekip Friza – szesnaście? (śmiech)
Czy algorytm da się jeszcze oszukać samym dobrym pomysłem, czy bez budżetu i chłodnej kalkulacji nikt cię już nie zauważy?
Zawsze będzie się wydawało, że rynek jest przesycony, ale wciąż można się wybić ciekawym pomysłem. To niezwykle dynamiczna przestrzeń. Oczywiście zarówno pieniądze, jak i kontakty pomagają, ale YouTube nadal jest miejscem, gdzie oryginalne treści mogą znaleźć swoją publiczność. Ludzie szybko się nudzą, obecnie obserwujemy przekwitanie trendu na „telewizyjne show” i “utelewizyjnienie” internetu. Myślę, że wrócimy do bardziej organicznej twórczości. Coraz więcej widzę treści pokazujących codzienną pracę – np. ludzi jeżdżących ciężarówką czy sprzedających lody. To autentyczność, która przyciąga widzów. Ci ludzie nie chcą być influencerami, ale stają się niejako ambasadorami swojej pracy, co jest naprawdę fascynujące.

Internet nasycił się już telewizyjną jakością? Wracamy do amatorskiej surowości?
Tak, mamy pewne przesycenie, ale to nie znaczy, że takie formaty znikną. Telewizyjne show, jak te organizowane przez Reziego czy ekipę Friza, nadal będą istnieć. Obecnie widzimy duży podział – z jednej strony mamy małe, organiczne treści, a z drugiej duże, mainstreamowe produkcje. Ludzie szukają różnorodności i oglądają zarówno krótkie, autentyczne filmy, jak i te przypominające formaty telewizyjne. Wielkie rozdrobnienie i setki nisz. To, moim zdaniem, kierunek, w którym zmierza rynek.
Da się realnie wyżyć z niszowego contentu, czy to tylko hobby, które ładnie wygląda w statystykach?
Jak najbardziej można się z tego utrzymać. Weźmy na przykład osobę, która nakłada lody i dzięki popularności tworzonych treści, założyła własną cukiernię. Czy można zdobyć milionowe zasięgi na takich materiałach? To zależy od treści i konsekwencji. Nie każda produkcja osiągnie takie wyniki, ale z pewnością można zaistnieć i zmienić swoje życie dzięki niszowemu contentowi. Nie ma jednego, sprawdzonego modelu osiągnięcia zasięgów i sukcesu oraz bycia influencerem (poza regularną publikacją).
Nie jesteśmy już w czasach, gdzie każdy dąży do hollywoodzkiej sławy. Internet oferuje różnorodne kariery i nie każdy musi być gwiazdą przez dekadę. Ludzie będą szukać swojego miejsca i interakcji z internetem na swoich zasadach. Dla niektórych celem będzie sława, dla innych założenie prosperującej firmy, pozyskiwanie klientów czy rekrutacja pracowników. Możliwości są ogromne.
Weźmy dentystę, który prowadzi kanał medyczny. Czy jego celem jest sława, czy może rozpoznawalność gabinetu? Może chce otworzyć sieć klinik albo całkowicie zmienić ścieżkę kariery i stać się pełnoetatowym influencerem? Każda z tych dróg to inny rodzaj sukcesu.
Może ktoś dzięki swojemu kanałowi pozna partnera życiowego i razem stworzą coś nowego, jak projekt renowacji domów? W XX wieku sukces medialny miał jasno określony scenariusz, w XXI wieku poznamy jego najróżniejsze odmiany.
>>> LINK DO SKLEPU <<<
Dlaczego akurat Saska Kępa w Warszawie? To sentyment czy unikalny mikroklimat, którego nie ma nigdzie indziej?
Właściwie wróciłem tutaj, bo jestem z Saskiej Kępy. Wychowałem się w tych okolicach i zawsze uwielbiałem tę dzielnicę za jej unikalny charakter. To jest jak małe miasteczko w dużym mieście. Saska Kępa jest otoczona Wisłą, ogrodami działkowymi i Parkiem Skaryszewskim, co dodaje jej uroku i specyficzną aurę kurortu. Jest tu bardzo zielono, dzielnica nie jest jeszcze tak zgentryfikowana, jak inne części Warszawy. To jest naprawdę przyjemne. Saska Kępa ma też bogatą historię i jest związana z kulturą, co dla mnie jest szczególnie pociągające. Nie chcę jednak zdradzać konkretnych miejscówek, bo uważam, że każdy powinien sam je odkrywać. Polecam wybrać się na spacer i samemu eksplorować, a jeśli miałbym już coś wymienić, to na pewno można podczas takiego spaceru obejrzeć dom Agnieszki Osieckiej na Dąbrowieckiej.
Co Kraków ma w sobie, czego Warszawa nigdy nie będzie miała?
W Krakowie mieszkałem przez dziewięć miesięcy podczas pisania książki i był to naprawdę ciekawy czas. Muszę przyznać z bólem serca (jako rodowity Warszawiak), że Kraków jest piękniejszy niż Warszawa, choć to może być związane z tym, że Warszawa została zniszczona w 85% po Powstaniu Warszawskim. Kraków ma niesamowity klimat, stare budowle na każdym kroku. Nagrałem nawet film o różnicach między tymi miastami, ale w skrócie: Kraków jest idealny na odpoczynek od zgiełku Warszawy. To miasto spacerowe, w przeciwieństwie do Warszawy, która jest dla mnie bardziej rozległa i “taksówkolubna”.

Wyobrażasz sobie przeprowadzkę tam na stałe?
Myślę, że wrócę jeszcze do Krakowa. Może po to, by napisać kolejną książkę i znaleźć trochę spokoju, ale na koniec Warszawa to jednak moje miejsce, ze względu na znajomych i rodzinę, która tu mieszka. To dla mnie niezwykle istotne.
Gdzie szukasz ciszy absolutnej, gdy masz dość zgiełku?
Uwielbiam uciekać do małych domków w lesie. To dla mnie idealne miejsce na reset i chwile wytchnienia. Czasami tak pracuję, bo cisza i spokój są nieocenione. Innym miejscem, które bardzo cenię, są biblioteki. Mają w sobie coś magicznego, co sprzyja koncentracji i kreatywności. Kiedyś pracowałem w kawiarniach, ale teraz rzadko się na to decyduję. Lubiłem te z unikalnym klimatem, które nie były częścią sieciowych marek, ale takich miejsc jest coraz mniej. Szczególnie w Warszawie zauważam ich brak, podczas gdy w Krakowie nadal można znaleźć ich mnóstwo.
Skąd u ciebie fascynacja black metalem?
Przez wiele lat byłem wielkim fanem tego gatunku i wciąż do niego wracam. Myślę, że to ukształtowało mój gust muzyczny i otworzyło mnie na różnorodność w muzyce. Słuchając tak ekstremalnych dźwięków, zaczynasz szukać muzyki, która wykracza poza standardowe, bezpieczne gusta. Do dzisiaj preferuję raczej undergroundowe brzmienia – zarówno w rapie, jak i w popie, który również ma swoją awangardową stronę. Fascynuje mnie, jak w muzyce tworzą się bańki kulturalne, o których istnieniu możesz się nigdy nie dowiedzieć. Osadzamy się w danym podejściu i emocjach, a obok mogą być całe światy, gatunki, subkultury, o których nie mamy pojęcia. Black metal nauczył mnie, że najciekawsze i najbardziej interesujące rzeczy dzieją się poza mainstreamem.
Które kapele zbudowały twój gust muzyczny?
Bardzo dobrze wspominam festiwal Metalmania oraz koncerty takich zespołów, jak Behemoth czy Vader, ale najwięcej słuchałem Mayhem, Burzum, Darkthrone, Marduk, Carpathian Forest, Gorgoroth i Dimmu Borgir. To naprawdę zasłużone nazwy dla tego gatunku.

Mam wrażenie, że metalowy underground przeżywa u nas rozkwit. Jest wiele nowych, młodych zespołów, a publika na ich koncertach jest coraz pokaźniejsza.
No właśnie, dzięki internetowi takie rzeczy mogą się rozwijać, to jest świetne. Masz teraz niemal nieograniczony dostęp do muzyki. Pamiętam, jak kiedyś chodziło się do rock-metal shopów, gdzie sprzedawca ściągał płytę na zamówienie, a potem czekało się 3-4 tygodnie, żeby ją kupić. Dziś to brzmi jak informacja z XIX wieku, a to był zaledwie 2008 rok. (śmiech) Ta zmiana jest niesamowita. Oczywiście, to ma swoje wady, bo nie czujesz takiej gratyfikacji z samodzielnego poszukiwania i odkrycia czegoś wyjątkowego. Mam jednak nadzieję, że dobrą stroną tego jest fakt, że ludzie będą sumarycznie słuchać i poznawać więcej muzyki, bo łatwiej jest dotrzeć do różnorodnych rzeczy.
Czego obecnie słuchasz?
Teraz głównie polski rap. Słucham artystów takich jak Wayne, Monday Waxie. Jest też Karuzelkaaa. Muszę przyznać, że to naprawdę ciekawe brzmienia, które mnie wciągają.
Największy muzyczny zawód w ostatnim czasie?
Muzyka tworzona przez AI. Zawiodło mnie to, że platformy takie jak Spotify zaczynają dodawać playlisty z muzyką tworzoną przez sztuczną inteligencję, ponieważ nie muszą dzielić się zyskami z prawdziwymi artystami. To mnie wręcz przeraziło. Uwielbiam muzykę tworzoną przez ludzi, bo jest pełna emocji i błędów, które (paradoksalnie) czynią ją lepszą i wyjątkową. Jeśli ludzie mają być nieświadomie wpychani w słuchanie muzyki tworzonej przez algorytmy, to jest to dość niepokojące.

Ostatnio jedna z wytwórni podpisała kontrakt wart kilka milionów dolarów z twórcą AI.
Nie ma dla mnie czegoś takiego, jak “twórca AI”. Nie możemy personifikować AI, bo modele nie mają uczuć czy świadomości. To jak narysowanie uśmiechu na kartce i stwierdzenie, że postać się śmieje. To tylko iluzja, choć bardzo zaawansowana. Pewnie najlepsza w historii, jaką stworzył człowiek, ale wciąż nie powinniśmy tego personifikować. Słyszałem nawet o dyskusjach na temat praw robotów, co uważam za absurdalne i antyludzkie. Nie wyobrażam sobie lepszej informacji dla big techów niż to, że ich produkty będą miały prawa. Podobnie jest z muzyką AI – im więcej mamy możliwości, tym więcej ślepych uliczek. Ważne, by szybko się orientować i nie dać się zwieść.
Dzięki wielkie za rozmowę i życzymy drugiej książki!
Dzięki za rozmowę!

RAFAŁ MASNY
(ur. 06.02.1992 r. w Warszawie)
YouTuber, influencer, autor
Wykształcenie
PR i marketing medialny na Uniwersytecie Warszawskim (nieukończone)
Ulubione zespoły
Często się zmieniają. Obecnie: The Hellp, God Wifi, Dominika Płonka
Ulubione filmy
Marzyciele, Paterson, Perfect Blue
Hobby
Czytanie, sztuka współczesna, tarapaty i olśnienia
