21 grudnia 2022
EXCLUSIVE 21 grudnia 2022

Zespół nie może jednocześnie tworzyć i być tworzywem. Wywiad z Marcinem Koćmierowskim (MENAGO).

„Artyści! Twórzcie i róbcie to, co kochacie, a całą resztę przekażcie w dobre i zaufane ręce profesjonalistów. Szukajmy nowych dróg, wytyczajmy nowe ścieżki, a w końcu trafimy na coś wyjątkowego.” Dla Video Brothers Music z Marcinem Koćmierowskim (MENAGO) rozmawia Paweł Ostrowski.

Czy alkomat to najważniejsze narzędzie menedżera kapel?

W moim przypadku jest to telefon, natomiast chodzą słuchy w branży, że alkomat bywa przydatny. Jeszcze mi się nigdy nie przytrafiła taka sytuacja, by był potrzebny na koncercie. Oczywiście alkohol bywa obecny na trasie, ale nie można zapomnieć, że na koncertach jesteśmy w pracy. Podchodzimy do tej kwestii odpowiedzialnie, z dużym szacunkiem do pracy innych osób zaangażowanych w koncerty, jak i do naszych słuchaczy. Wszystko jest dla ludzi, byle z umiarem i przede wszystkim w stosownym czasie.

 

Jak zostać profesjonalnym managerem muzycznym? Co sprawiło, że się tym zajmujesz zawodowo?

Czysty przypadek oraz kilka zbiegów okoliczności. Zaczęło się od propozycji pomagania grupie „Shredlust”, w którym grał mój siostrzeniec. Potem pojawiło się zapytanie od zespołu z Wielkiej Brytanii – „Neuronspoiler”, który chciał grać koncerty w Polsce. Wtedy poznaliśmy się z „Night Mistress”. Usłyszałem kilka utworów w języku polskim i okazało się, że chłopaki zamierzają nagrać płytę pod szyldem „Nocny Kochanek”. Tak wyszło, że wszedłem z zespołem we współpracę i zrobiliśmy razem sporo zamieszania. Najpierw małe kluby, później średnie i duże. Pojawiły się też inne zespoły. Wszedłem w to na całego i choć drogi z „Nocnym Kochankiem” nam się rozeszły – od tamtej pory działam aktywnie, praktycznie bez przerwy pomagając i osiągając sukcesy z kolejnymi zespołami. Zawsze pociągał mnie muzyczny świat, dlatego się w niego tak mocno wkręciłem. I choć nie jest to łatwy kawałek chleba – miał być sex, drugs & rock’n’roll, a jest ciężka, czasami żmudna, angażująca psychicznie i fizycznie praca. Jednak dzięki świetnym ludziom, niezapomnianym przeżyciom i satysfakcji, którą dają owoce naszej pracy – wierzę, że warto ciągnąć ten wózek. Cieszę się, że dokonałem takiego wyboru. Wcześniej przez 20 lat pracowałem w studiach graficznych jako operator DTP i miałem już mocno dość siedzenia przed monitorem. Wsiadłem na tę szaloną karuzelę i tak kręcę się po Polsce z zespołami już ponad 12 lat.

 

Czy chciałbyś samemu wskoczyć na scenę?

Ludzie mogliby tego nie wytrzymać, nie jestem uzdolniony muzycznie. Wskakuję na scenę tylko po to, żeby sprawdzić, czy jest gotowa do koncertu. Wolę jednak to wszystko, co dzieje się z tyłu sceny i oczywiście za legendarnym kulisami.

 

(c) fot. Stanisław Wadas

 

Co najbardziej lubisz w tej robocie?

Spotkania ze słuchaczami jak i osobami, z którymi współpracuję. Z wieloma znam się od bardzo dawna, a widujemy się tylko przy okazji koncertów – z niektórymi raz, może dwa razy w roku. Jedną z takich wisienek na torcie jest festiwal Pol’and’Rock, który obfituje w spotkania z fanami, których znam z koncertów oraz mnóstwem ludzi z branży, poczynając od fotografów, organizatorów, managerów, a kończąc na znajomych zespołach. Przyglądam się też pracy innych i cały czas uczę czegoś nowego.

 

 

Opowiedz o twoim projekcie MENAGO.

Od dawna chciałem wspierać kompleksowo zespoły na ich muzycznej drodze. Zacząłem rozglądać się za osobami, które mogłyby wspierać te działania w branży. Praca w zespole zawsze jest motywująca, bardziej kreatywna i efektywna niż w pojedynkę. Działamy w stałym pięcioosobowym składzie, co pozwala nam pracować aktywnie z kilkoma zespołami jednocześnie. Do końcówki bieżącego roku były to cztery zespoły. „Łydka Grubasa”, czyli nasz wiodący projekt, przy którym pracujemy od połowy 2017, „Transgresja” – od 2020 roku, „Lej Mi Pół”, przy którym działamy od strony bookingu i organizacji koncertów oraz „Insekt”, z którym wielopłaszczyznowo współpracujemy od roku – tu nie mogę się doczekać już, kiedy będziemy mogli pokazać więcej fanom. Od listopada drogi skrzyżowały nam się z legendą polskiego rocka – zespołem „Proletaryat”. Tu też będzie się dużo działo.

 

 

Jak zmieniła się scena muzyczna w ostatnich latach?

Pamiętam czasy funkcjonowania sceny bez internetu. Nagrywało się piosenki z radia na kasety – niektórzy nawet chodzili z magnetofonami na koncerty i nagrywali, a później bootlegi krążyły po ludziach. Pamiętam kultowe audycje w radio i programy muzyczne, których słuchało się z wypiekami na twarzy. Chodziło się na wszystkie koncerty, które były w okolicy. Pamiętam, jak IRA przeciągnęła taki tłum na koncert w płockim kinie, że pod naporem ludzi wyleciała z hukiem duża szklana witryna przy wejściu. Dziś mamy czasy internetu. Muzyka jest na każdym urządzeniu i zespół może swoją muzyką trafić do słuchaczy na całym świecie bez dużych nakładów finansowych. Social media w rękach kreatywnego twórcy mogą sprawić, że ktoś z drugiego końca kraju zainteresuje się twoją muzyką i przyjedzie na koncert. Pandemia wywołała dużo zamieszania na rynku muzycznym – popchnęła pozbawione możliwości koncertowania zespoły do pracy nad własnym wizerunkiem w sieci, pozbawiła źródła utrzymania właścicieli klubów, zabrała pracę wielu technikom sceny, realizatorom czy booking managerom. Przede wszystkim wpłynęła na wzrost zainteresowania serwisami streamingowymi i dystrybucją cyfrową materiału muzycznego. Dopiero teraz powoli zaczynam odczuwać, że ludzie na nowo interesują się imprezami masowymi. Odczuwalne są też zmiany w zapotrzebowaniu i odbiorze muzyki ze względu na sytuację geopolityczną na świecie. Ludzie szukają możliwości odreagowania od tego wszystko, co się dzieje. Widzę to wyraźnie na koncertach „Łydki Grubasa”.

 

(c) fot. Paweł „Krupek” Krupka

 

Jaka jest zatem najskuteczniejsza forma promocji muzyki?

Koncerty oraz dotarcie do ludzi przez wszystkie dostępne kanały. Najlepiej działać wielotorowo i mieć otwartą głowę. Poza tym trzeba być wytrwałym, pracowitym i konsekwentnym, otaczać się odpowiednimi ludźmi i szukać nowych rozwiązań, być w tym wszystkim kreatywnym.

 

Jak widzisz przyszłość polskiej sceny?

Jestem optymistą i uważam, że czas przyniesie nam dużo dobrej, wartościowej i trafiającej do ludzi muzyki. Jestem świadkiem tych zmian – na co dzień pracuję ze swoimi podopiecznymi i widzę, jak duże robią postępy. Bardzo mocno pracują na swoją pozycję – jeśli dobrze zaplanują pewne rzeczy i będą w tym konsekwentni, to jestem spokojny o ich przyszłość. Uważam, że nadal mamy dużo przestrzeni do zagospodarowania i wielu fanów do przygarnięcia.

 

Czy zespół może odnieść sukces bez managera? 

Cytując fragment piosenki z filmu „Polskie gówno”, w którym Grzegorz Halama gra managera i śpiewa „Żaden zespół nie zaistniał bez menago” – oczywiście można samemu wejść na zaawansowany etap rozwoju, ale uważam, że i tak wymaga wtedy profesjonalnej opieki managerskiej. Muzycy powinni być skupieni na tworzeniu, a nie planowaniu tras, czy kontaktowaniu się z organizatorami. Każdy powinien mieć swoje zadania do wypełnienia. Nie da się jednocześnie tworzyć i być tworzywem.

 

Który aspekt pracy najbardziej cenisz?

Momenty w których dostrzegam, że ta cała ciężka robota, te wszystkie misternie układane puzzle powoli zaczynają układać się w spójną całość. Nie da się opisać tej satysfakcji, którą mam, gdy patrzę na tłum szalejących, rozemocjonowanych ludzi, którzy przyszli na koncert mojego zespołu. Mam wtedy świadomość, jak wiele małych, czasem drobnych elementów udało się połączyć, by uzyskać ten efekt końcowy. Często to są naprawdę silne emocje, kiedy widzisz ekscytację zespołu, czy tremę przed wejściem na scenę, a za chwilę porywa ich tłum i płyną przez koncert razem, napędzając się wzajemnie. To daje motywacyjnego kopa – nakręcasz się wtedy na kolejny etap, planujesz i wymyślasz, co można zrobić, by maszyna działała jeszcze sprawniej. Bo przecież granicą jest wyobraźnia!

 

(c) fot. Paweł „Krupek” Krupka

 

Jak oceniasz nasz rynek muzyczny?

Czeka na rewolucję. Potrzebne są zmiany, które wpłyną na promocję polskiej muzyki – tej niszowej. Łatwo jest słuchać tych zespołów, które już osiągnęły wszystko – trudno jest znaleźć nieoszlifowany diament i pokazać go światu. Trzeba szukać i trzeba próbować. To jest czas dla osób kreatywnych. Kiedy w marcu 2020 roku zamknięto kluby, to nieco ponad tydzień później wspólnie z „Łydką Grubasa”, przy wsparciu Video Brothers Music, zrobiliśmy chyba pierwszy w Polsce koncert online. To było niesamowite. Strzał w dychę. Łatwiej podążać utartymi ścieżkami, ale warto też postawić coś na głowie. Szukajmy nowych dróg, wytyczajmy nowe ścieżki, a w końcu trafimy na coś wyjątkowego.

 

 

Skąd pomysł na produkt “Ale Kawa”?

Czymś trzeba się pobudzać do pracy! To także jest kwestia przypadku. Po intensywnym jeżdżeniu z zespołami, nagle ktoś zamknął mnie w domu na cztery spusty. Wtedy odezwał się do mnie stary druh – Bartek, który kiedyś ze mną jeździł pracować przy koncertach. Zaproponował mi stworzenie własnej marki kawy. Dosyć szybko padła też nazwa „Ale Kawa”, moja znajoma – Kasia zaprojektowała nam logo i zrobiliśmy kawę. Całkowicie na swoich zasadach. Uważam to za ciekawe hobby, a kawę zawsze zabieram ze sobą na trasę. Wspólnie z moją dziewczyną łączymy dwa nasze bieguny – dystrybucję kawy i management muzyczny. Entuzjastów naszej kawy mamy wśród wielu zespołów muzycznych i ich fanów! Aktualnie robimy produkty wspólnie z „Transgresją”, a ostatnio przygotowaliśmy też specjalną partię kawy dla zespołu „Orgasmatron”. Działamy dwutorowo, bo czas pandemii pokazał nam, jak łatwo można stracić właściwie wszystko, stawiając na jedną kartę. Z dnia na dzień zamknięto kluby i możliwość organizacji koncertów. Dzięki kawie udało się nam przetrwać i robimy to w dalszym ciągu, ponieważ mamy przy tym dużo frajdy!

 

(c) fot. Marek Lewandowski (Ekwipunek Dźwigany Codziennie)

 

Rada dla raczkujących artystów?

Zdążyłem już o tym nieco opowiedzieć, ale to może być ciekawa klamra zamykająca naszą rozmowę. Artyści! Twórzcie i róbcie to, co kochacie, a całą resztę przekażcie w dobre i zaufane ręce profesjonalistów. A wszystkim adeptom niełatwego zawodu managerów życzę wytrwałości, konsekwencji i kreatywności!

 

 

MARCIN KOĆMIEROWSKI
(ur. 07.08.1974 r. w Płocku)

Menedżer muzyczny polskich zespołów, właściciel agencji MENAGO oraz sklepu AleKawa.

Wykształcenie

Średnie / techniczne.

Ulubione zespoły

Lenny Kravitz, Five Finger Death Punch, Ghost, Rammstein, Machine Head czy Sepultura. Lubię też sięgać po stare nagrania Scorpions, Def Leppard i Poison. Słucham dużo polskiej muzyki – możecie sprawdzić naszą playlistę na Spotify: Nowy Rock Polska 2021/2022.

Ulubione filmy

„Wszystko za życie” (film i ścieżka dźwiękowa) oraz stare polskie komedie Stanisława Barei

Hobby (poza muzyką):

Kawa, podróże po świecie bez telefonu, bushcraft (na wypadek nagłej potrzeby zamieszkania w leśnej głuszy, z dala od tłumów i hałasu dnia codziennego).

Zobacz inne
Scroll Przewiń w dół -->