18 lipca 2022
EXCLUSIVE 18 lipca 2022

DŻEJ DŻEJ: Musimy nazywać rzeczy po imieniu. Branża muzyczna produkuje replikantów. Wywiad z Jackiem Jędrzejakiem

Bunt to sól i sens rock’n’rolla’, powoduje, że zmieniamy świat na lepsze, a to chyba przyświeca każdemu młodemu człowiekowi, który bierze do ręki gitarę. Dla Video Brothers Music z Jackiem „Dżej Dżejem” Jędrzejakiem rozmawiał Paweł Ostrowski.

Zdradzisz, gdzie tkwi sekret 30 letniej aktywności koncertowej i zgrania zespołu?

My się po prostu bardzo lubimy. Przebywanie we własnym towarzystwie sprawia nam przyjemność. Mamy do siebie instrukcje obsługi. Wiemy np. że gdy nasz perkusista Dżery, jest wkurwiony, trzeba mu natychmiast podać pomidorową z podwójnym makaronem (śmiech). Poza tym potrafimy pójść na kompromis. Nie jesteśmy uparciuchami, którzy muszą postawić na swoim. Na śniadaniu w hotelu, czy po koncercie, zawsze siadamy przy jednym stole, co w przypadku innych kapel nie jest takie oczywiste. Mamy do siebie dystans, potrafimy pożartować i nikt się o to nie obraża. Po prostu zgrana paka!

 

 

Małe kluby czy festiwale plenerowe?

Kocham i jedno, i drugie – choć ostatnio wolę plenery. Jest więcej tlenu i miejsca na scenie. Małe kluby mają swój urok. Publiczność jest na wyciągnięcie ręki i reaguje bardzo żywiołowo, a to nas napędza. Potrafimy zmienić repertuar na bieżąco lub dołożyć kawałek, którego dawno nie graliśmy.

 

Czy macie jakieś swoje rytuały?

U nas w garderobie przed koncertem jest bardzo dużo ludzi. Czasem nawet nie ma gdzie przebrać gaci. Kumple, znajomi, znajomi znajomych czy rodzina. Dlatego uciekamy na scenę, żeby mieć święty spokój. A potem długo nie chce nam się zejść. Dla przyjaciół to okazja do imprezy, a my jednak jesteśmy trochę w pracy. Zdarza nam się więc zaszyć gdzieś w łazience lub w toi toiu, żeby w samotności poczekać na intro.

 

Jesteś autorem ogromnej ilości utworów. Mógłbyś wskazać jeden, z którego jesteś wyjątkowo dumny?

„Tu nie będzie rewolucji”.  To kawałek o naszym jarocińskim pokoleniu, napisany w 1996 roku, który sprawdził się co do joty. Gramy go do dzisiaj na koncertach i wzbudza niesamowity aplauz. Chyba wszyscy widzimy się w tym lustrze historii.

 

 

Zdarzyło wam się, że po wydaniu któregoś z utworów stwierdziliście: „tym razem chyba przesadziliśmy”?

Czasami mieliśmy pewne wątpliwości, ale wydaje nam się, że w niektórych sytuacjach warto walić na odlew, by wstrząsnąć sumieniami współczesnych. Delikatna metafora w obecnych czasach nie dociera. Społeczeństwo jest gruboskórne, dlatego trzeba nazywać rzeczy po imieniu.

 

Czy po tych trzech dekadach pojawiają się problemy z weną twórczą?

Cały czas kłębią się w głowie nowe pomysły. U mnie o 5 rano. Przebudzę się, coś tam się wylęga, więc szybko biegnę do notatnika leżącego na lodówce, by to zapisać. Ciekawe rzeczy rodzą się także na próbach. Każdy dokłada swój klocek i budujemy sobie jakąś interesującą przestrzeń, którą zdarza nam się wiele razy zmieniać. Szlifujemy ją potem na wszystkie sposoby do momentu, aż wszyscy są zadowoleni.

 

Niedawno ukazał się Twój solowy album. Jak oceniasz taki „zdalny” rodzaj tworzenia albumów?

„Ósmy dzień tygodnia” to mój debiut solo. Do jego nagrania zachęciła mnie rodzina. „Musisz coś robić, bo inaczej zwariujesz”- powtarzali, a że nie lubię układać puzzli, bardzo szybko dałem się przekonać. Synowie namówili mnie, bym nauczył się „GarageBand”. Dokupiłem do tego trochę innych zabawek i w długie, pandemiczne wieczory, zacząłem kombinować. Materiał powstawał przez dwa lata, ale w czasie pandemii prace mocno przyspieszyły. Mój zamysł był taki, by muzyka mocno odbiegała od dokonań Big Cyca i Czarno Czarnych. Miałem w szufladzie kilka niewykorzystanych tekstów. W ciągu kilku miesięcy dopisałem resztę i zacząłem kombinować z muzyką. Do projektu zaprosiłem Roberta Cichego, znakomitego muzyka i producenta, laureata „Fryderyka”. Bardzo mi się podobały jego solowe płyty, poza tym uważam, że to artysta, który ma wizję. Mamy również ze sobą bardzo dobry przelot mentalny, co przy tworzeniu płyty tak osobistej, jest bardzo ważne. Nie przypuszczałem, że to się uda. Płytę nagraliśmy w trybie home office. Taki sposób tworzenia to przyszłość. Ogranicza koszty i czas. Robert nagrał warstwę muzyczną, a ja u siebie dośpiewałem resztę. Poza nami, na płycie pojawia się mój syn Kacper vel Kacpersky, który zaśpiewał utwór „Sushi”. Najtrudniejsze było ustawienie żagli do wiatru. Chciałem, żeby płyta była spójna brzmieniowo i tworzyła jednolitą całość. Pojawiło się dużo elektroniki w towarzystwie instrumentów akustycznych, dlatego często mówię, że to album w stylu electro folk. Myślę, że słucha się go bardzo przyjemnie.

 

 

Jakie masz dalsze plany solo?

Powoli kończę już nagrywanie drugiego albumu. Uważam, że twórczość to jedyne co po nas pozostanie. Cała reszta zmieści się do dwóch kontenerów na śmieci.

 

Która współczesna forma promocji muzyki jest najskuteczniejsza?

Internet. Telewizja czy radio mają obecnie bardzo mały wpływ na promocję muzyki. Komercyjne rozgłośnie preferują muzyczną konfekcję i nie dają żadnego pojęcia o tym, co dzieje się w świecie sztuki. Nadają głównie muzykę dyskotekową. Również sposób prowadzenia programów, czyli głupie żarciki i loterie, powoduje, że przestajemy słuchać, co się do nas mówi. O telewizji nie wspomnę, to klapa na całej linii. O nowych premierach płytowych, filmowych czy literackich dowiadujemy się głównie z netu lub opiniotwórczych tygodników typu Polityka czy Newsweek, które jeszcze trzymają jako taki poziom.

 

Co zmieniło się na polskiej scenie muzycznej?

Skończyła się moda na rocka. Nie potrafię wymienić topowej kapeli, której członkowie mają mniej niż 35 lat. Rynek opanowany jest przez producentów. To oni dyktują warunki. Wygląda to tak, że biorą artystę i tworzą mu repertuar, zgodnie z panującą na świecie modą. Potem, panowie decydujący w radiach, grają to do zarżnięcia, bo są w układzie korporacyjnym, gdzie żadnego znaczenia nie ma poziom i przekaz. Chodzi o kasę. Stare kapele typu U2, Oasis, Green Day to była wypadkowa kilku osobowości. Dziś decyduje produkcja. Jest oczywiście kilku zdolnych artystów, jak na przykład Dawid Podsiadło, ale większość to replikanci, którzy nie mają wiele do powiedzenia. A już artyści występujący w reklamach banków to dla mnie jakiś pierdolony koszmar.

 

Jak social media wpłynęły na relację z odbiorcami muzyki?

Fani mają bezpośredni dostęp do artystów. I to jest super. Prowadzimy media społecznościowe, dyskutujemy z fanami. Nie ma żadnych ograniczeń i barier, można sobie powiedzieć wszystko. Czasami trzeba mieć twardą dupę, ale cóż taki jest świat. Na szczęście nasze dzieci są bardzo zorientowane w tym świecie, pracują w tej branży, więc zawsze mamy możliwość konsultacji. Nie można jeździć dorożką, kiedy wynaleziono samochód.

 

 

Poza tymi znanymi, masz inną pasję, która odrywa Cię od rzeczywistości?

Sport i jazda na rowerze. Na rowerze robię rocznie ponad 4000 kilometrów. Można mnie spotkać na meczach i na szosie, gdzie cisnę pod górę na kolarzówce z żyłami na czole. Lubię też gotować i spotykać się z ludźmi. W podróży kręcę krótkie klipy, dlatego zwykle jestem objuczony aparatami i kamerami, co jest dla moich współtowarzyszy nieco uciążliwie.

 

Czy możliwy jest prawdziwy rock’n’roll bez buntu?

Nie. Bunt to sól i sens rock’n’rolla’, powoduje, że zmieniamy świat na lepsze, a to chyba przyświeca każdemu młodemu człowiekowi, który bierze do ręki gitarę. Frustracja i niezadowolenie niosą za sobą propozycję pewnej alternatywy, którą właśnie my powinniśmy zaproponować, bo mamy ku temu możliwości. Czym byłby rock’n’roll bez Dylana, Franka Zappy, The Doors, Black Sabbath, Nirvany? Pustą wydmuszką.

 

Co doradziłbyś młodym rock’n’rollowcom?

W czasach naszych początków, na festiwalu „Róbrege”, przyszedł do naszej garderoby Tomasz Stańko. Zrobił sobie drinka, uśmiechnął się i powiedział ochrypłym głosem „Chłopaki widziałem Wasz koncert, nie pamiętam waszej nazwy, ale dam Wam jedną radę, zawsze grajcie swoje gówno”.

 

Muzyczne marzenie?

Pojechać na koncert The Cure.

 

JACEK JĘDRZEJAK
(ur. 22.08.1963 w Ostrowie Wielkopolskim)

Basista, wokalista, autor tekstów i kompozytor. Członek zespołów Big Cyc i Czarno Czarni.

Wykształcenie

Magister filologii polskiej

Ulubione zespoły

Mighty Mighty Bostoness, NO/FX, Smash Mouth, Green Day, Midnight Oil, The Cure, Offspring, Black Pumas.

Ulubione filmy

Chłopaki z baraków, Kostka przeznaczenia, Czterdziestolatek, Stawka większa niż życie.

Ulubione książki

Khaled Hosseini, I góry odpowiedziały echem, Imperium wilków, Bracia Sistars, Ja Ozzy.

Zobacz inne
Scroll Przewiń w dół

COOKIES - na naszej stronie używamy technologii takich jak pliki cookie służące do przetwarzania danych osobowych w celu analizowania ruchu, spersonalizowania wyświetlanych reklam oraz treści. Ponieważ cenimy Twoją prywatność, prosimy Cię o pozwolenie na korzystanie z powyższych technologii. W każdej chwili możesz dobrowolnie wycofać swoją zgodę wchodząc w ustawienia przeglądarki lub opuszczając stronę.

Rozumiem